2019 Pandemiczny Róż – Winnica Miłosz

Winnica Miłosz Pandemiczny Róż 2019

Pierwsze co się rzuca w oczy absolutnie każdemu, z kim bym rozmawiał o winach Krzysztofa Fedorowicza, to etykieta z postacią Pestdoktora (czy też Schnabeldoktora). Mam wrażenie, że ten idealny moment i identyfikacja serii win pandemicznych Winnicy Miłosz często jest chętniej dyskutowana niż sama zawartość butelki. Muszę przyznać, że to właśnie etykieta, podstawowe informacje o winnicy oraz jej lokalizacja, na które natrafiłem w internecie sprawiły, że postanowiłem ponownie spróbować polskiego wina.

Oczywiście Winnica Miłosz nie ma zatrudnionego na etacie jasnowidza, który mógłby przewidzieć jaki będzie rok 2020. Na początku tego roku, podczas prac archeologicznych w Zielonej Górze odkryto groby sięgające prawie 700 lat wstecz do czasów Czarnej Śmierci. Kilka tygodni później prawie cały świat się zatrzymał przez pandemię COVID-19. Postać Pestdoktora na etykiecie i nazwa “wino pandemiczne” był naprawdę genialnym pomysłem, który idealnie wpisał się w tą naszą aktualną, dziwną rzeczywistość.

Zielona Góra i jej okolice to region, który dla wina w regionie Europy Środkowej znacząco zapisał się na kartach historii. To przykre, że tego typu historia nie jest w Polsce szeroko znana, a to przecież na naszych dzisiejszych terenach prawie 200 lat temu (w 1826 roku) powstała historia niemieckiego Sektu – razem z produkcją musującego wina Grempler & Co. Trzeba nadmienić, że było to wino uznawane za bardzo dobre. Sekt Gremplera był nagradzany na światowych targach, np. w Paryżu w 1855 (hello Bordeaux ;-)) czy w Londynie w 1862, a po embargo nałożonym przez Rzeszę na Francję w 1920 – de facto Sekt Gremplera stał się głównym i najważniejszym winem musującym w tamtych czasach.

Winnica Miłosz Pandemiczny Róż 2019
Winnica Miłosz Pandemiczny Róż 2019

Pandemicznych Róży były trzy wersje, na które winogrona pochodziły z różnych parceli, tak więc naturalnie ekspresja pomiędzy różnymi butelkami nie będzie jednakowa. Mój “Pandemiczny Róż” to 2019 Zweigelt o lekkim łososiowym kolorze. To wino, to niskointerwencyjny twór o bardzo zwiewnym charakterze, można mieć wrażenie, że jeżeli będziemy pić zbyt wolno – to po prostu samo zniknie. Aromaty poziomki, młodej truskawki czy lekko metaliczny grejpfrut dominuje w kieliszku, o ile w ogóle o dominacji możemy mówić. 12% alkoholu (chociaż mam wrażenie, że nawet mniej), zwiewne aromaty i średnia+ kwasowość, sprawiają że to naprawdę dobre wino na letnie niezobowiązujące, ulotne wieczory. Chociaż wydaje mi się tak samo dobre na walkę z jesienną szarą aurą, by przypomnieć sobie słoneczne dni 2020, gdy obserwowaliśmy świat zza okularów Dr. Schnabla – przez własne okna podczas pandemicznej kwarantanny.

Cena: 45 zł
Wino wyprzedane, ale polecam obserwować stronę Winnicy Miłosz (https://winnicamilosz.pl/sklep/) i gdy tylko wina pandemiczne się znów pojawią – czym prędzej kupić.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *