2018 K.H. Schneider Vulkanstein Riesling

KH Schneider 2018 Vulkanstein Riesling

Pod adres przyjechałem niezapowiedziany, w sumie nie byłem pewien, że akurat do Schneiderów uda mi się tego dnia dojechać. Jak zazwyczaj, w mapach Google zapisałem sobie kilka adresów, które chcę odwiedzić na pewno i kilka takich typu „a jak będę w okolicy i będzie czas“. Tego dnia wprawdzie planowałem odwiedzić jedną siedzibę, by zakupić kilka butelek na test oraz poza tym zwiedzić kilka winnic, pól, zobaczyć rośliny i okolicę. Ostatecznie odwiedziłem wiele więcej niż planowałem – zarówno upraw, jak i samych winnic, zapakowałem cały bagażnik przede wszystkim Rieslingów rosnących na podłożach wulkanicznych i jechałem w stronę domu. Była sobota, późne popołudnie i nie myślałem, że o tej porze jeszcze ktokolwiek mnie przyjmie, ale postanowiłem mimo to lekko zboczyć z ubranego azymutu, by absolutnie niezapowiedzianym zaparkować pod domem i winnicą K.H. Schneiderów.

Winnica założona w 1956 dzisiaj prowadzona jest przez Bernda i Marion Schneider oraz ich synów Christiana i Andreasa, gdzie obaj podzielili się konkretnymi obowiązkami. „Mogę w czymś pomóc?“ – usłyszałem, gdy szukając ludzkiego kontaktu zawędrowałem do jakby stodoły. To Christian, który akurat wrócił z jednej z lokacji. Gdy tylko usłyszał, że tego dnia szukam wulkanicznych Rieslingów, zaprosił mnie to małego pomieszczenia przeznaczonego normalnie na finisz zwiedzania i degustację. Spójrzmy prawdzie w oczy, facet wrócił z pola, a ja wjechałem im na winnicę przysłowiowe 5 minut przez zamknięciem. Może i nawet nie tylko przysłowiowe.

KH Schneider 2018 Vulkanstein Riesling

Pokój do degustacji wygląda jak miniaturowa przybudówka lub przedsionek domku jednorodzinnego. Jest mały stolik, gdzieniegdzie detale przypominające wystawy z Cepelii, kilka nagród dla „najlepszy XYZ“ od Falstaffa i Gault Millau, a także kilka książek w których pojawiły się wzmianki o ich winach. Mój cel był jasny: Riesling, wulkan, kamienie, zero bzdur. Po krótkiej degustacji zabrałem ze sobą kilka butelek Rieslinga, z różnych lokacji. „Nie no, szkoda pieniędzy“ – usłyszałem pytając o certyfikaty bio i organiczne. Winnica K.H. Schneider stawia przede wszystkim na niską, minimalną interwencję. Jeżeli owoc jest wyśmienity, ta jakość będzie odzwierciedlona w piwnicy i w butelce. „Zaufanie do naturalnych procesów, czas, cierpliwość“ to dewiza, którą zdecydowanie czuć w winie. 

2018 Schlossböckelheim Vulkanstein Riesling to po prostu cholernie piękny egzemplarz pokazujący jak doskonały, niskointerwencyjny Riesling z podłoża wulkanicznego może smakować. To piękne ujęcie terroir, wino smukłe, tak świeże, że prawie można je chrupać. Pomimo dwóch lat w butelce, nadal niesamowity potencjał do starzenia. Wciąż dobra kwasowość, a wino jest pełne życia. Nos lekko balsamiczny, z dominującymi cytrusami (sok z cytryny, czerwony grejpfrut), lekkie niuanse młodej brzoskwini, w tle majaczy zielone jabłko; wyczuwalny krzemień i zioła; długi finisz. Schlossböckelheim to wizytówka winnicy, chociaż mają w swojej ofercie równie świetnego Rieslinga z Felsenberg, który ma status GG (Großes Gewächs, niemiecka wersja Grand Cru). Schlossböckelheim Vulkanstein Riesling to wino, z którym za relatywnie niską cenę (poniżej 20€) dostajemy wysoką jakość i potencjał do starzenia jak w przypadku GG. Alkohol: 12,5% ABV. 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *