2018 “Black Print” Markus Schneider

Black Print

Markus Schneider to takie trochę złote dziecko nowych winiarskich Niemiec. Zdecydowanie tej popularniejszej części winiarskich Niemiec. Jego wina można aktualnie dostrzec w bardzo wielu miejscach – od półek w lepszych marketach z sensowniejszym wyborem win, przez karty win najróżniejszej maści i jakości restauracji, po statki wycieczkowe. To prawdziwy „newcomer“ z krwi i kości, który przekształcił rodzinny biznes (sprzedaż i dostarczanie winogron dla spółdzielni winiarskich) w poważną markę winiarską. Nie stroni od różnych eksperymentów, robiąc naprawdę świetne wina np. w RPA – „Rooi Olifant“ zrobione razem z Kaapzicht jest po prostu fantastyczne, ale to temat na osobny post.

Markus Schneider uczył się fachu nie w domu, ale po szkole przeszedł kilkuletnie przyuczenie zawodowe w winnicy Dr. Bürklin-Wolf, która to od grubych lat kojarzona jest ze świetnej jakości Rieslingami, dzisiaj nota bene również biodynamicznymi. W swojej winnicy Markus Schneider już przed wieloma laty maksymalnie ograniczył stosowanie standardowej w tej branży chemii i postawił na organiczne prowadzenie upraw. Aktualnie, obok projektów w RPA, nad Mozelą i od niedawna również w Portugalii, posiada 92 hektary swoich winogron, a wszystkie owoce są zbierane ręcznie. Główna siedziba jego działalności (oraz winnice) to północny Palatynat – Ellerstadt, należące do okręgu Bad Dürkheim (na wysokości Mannheim). Sam przyznaje otwarcie, że poza swoimi uprawami oraz winogronami z projektów również kupuje owoce, jednak tylko i wyłącznie od kilku rodzin, gdzie może być pewny odpowiedniej jakości. Fermentacja i dojrzewanie win zachodzi w stali i/lub drewnie, co zależy naturalnie od wina. 

„Black Print“ swoją nazwę wynosi z bardzo intensywnego koloru, które w dekanterze lub w kieliszku naprawdę przypomina czarny tusz drukarski. Na szczęście tylko kolorem, gdyż nos jest już zdecydowanie zdrowy. Wino się ładnie otwiera z minuty na minutę, gdy tylko może lekko pooddychać, wypuszczając coraz więcej aromatów. Na samym początku, pierwsze co wyczuwamy to kremowo-jogurtowe noty fermentacji malolaktycznej, po chwili pojawiają się podręcznikowy grafit Cabernet Sauvignon oraz drzewa cedrowego. Po dłuższej chwili pojawiają się dojrzałe czereśnie i cygaro. Niska kwasowość przypomina lekko o sobie dopiero na finiszu. Taniny budzą się dopiero po dłuższym czasie, jednak wciąż fantastycznie zintegrowane. Bardzo dobre, pięknie ułożone, „okrągłe“ wino. „Black Print“ to kupaż Merlot, Cabernet Sauvignon, Cabernet Dorsa oraz St. Laurenta. 14 % alkoholu. Może spokojnie leżakować jeszcze parę lat. 

Merlot i Cabernet Sauvignon zna każdy, ale Cabernet Dorsa i St. Laurent to nie są najpopularniejsze szczepy. Sankt Laurent to szczep dosyć popularny w Austrii, bo rzekomo właśnie stamtąd się wywodzi (chociaż na ten temat są różne opinie). Popularny w uprawach również na Morawach i na Słowacji, gdzie znany jest jako Svatovavřinecké i Svätovavrinecké. Ten szczep jest jednym z rodziców bardziej popularnych warietałów: Rondo oraz Zweigelt. Cabernet Dorsa to jeden z wieeelu niemieckich Cabernetów, ale za to najbardziej popularny czy również uznawany za najlepszy. Dorsa powstała ze skrzyżowania Dornfelder z Cabernet Sauvignon w Weinsberg (zaraz obok Heilbronn) w 1971, wpisane w oficjalny rejestr w Niemczech w 2004. Poza Niemcami, Cabernet Dorsę można spotkać w Szwajcarii oraz… Szwecji. Nie odbiega specjalnie aromatycznie od swoich rodziców, dając przy tym dobre taniny oraz trochę cukrów. 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *